Wystawa Thou Art Darkest Behemotha: byłam, widziałam, magiczne piwo piłam [RELACJA]

0
Trochę dużo ostatnio Behemotha w moich zawodowych działaniach ale jak chłopaki robią nam Berlin w Warszawie, to nie wolno przejść obojętnie. Zaprawdę, powiadam Wam: Nadszedł czas Behemotha. Halo, marketingowcy! Uczcie się od Nergala.

 

Nie odkryję chyba przed Wam Ameryki jeśli napiszę, że Adam Darski mistrzem autopromocji i biznesu jest. A jeśli do tej pory nie byliście co do tego przekonani, to wystarczy rzut oka na całą machinę promocyjną nowej płyty jego zespołu: dwie wersje nowego albumu: klasyczna i winylowa, eventy promocyjne w Londynie, Nowym Jorku, Los Angeles i tabuny fanów na każdym spotkaniu z Nergalem i spółką. Kompletny merchandise z psią karmą i piwami włącznie 😉 A, właśnie, jeśli o te piwa chodzi…

Generalnie nie jestem jakąś specjalistką od piwa, ale dwa słowa reklamy tego trunku sygnowanego Behemothem muszą paść: rany, jakim cudem zwykła Ipa, na dodatek owocowa (!), może tak kopać? Wypiłam dwa, razem z moim kolegą Łukaszem Zajacem i oboje zgodnie stwierdziliśmy, że po jeszcze jednym nasze wrażenia dotyczące wystawy mogą ulec zatarciu, więc na dwóch poprzestaliśmy. Totalnie polecamy się więc na ambasadorów tego magicznego napoju, jakby co.

 

Warszawska odsłona wystawy Thou Art Darkest została zaprezentowana przy ulicy Brackiej i – co zaczyna być znakiem charakterystycznym dla eventów zespołu – zorganizowana w odpowiednio mrocznym i dusznym wnętrzu. Dodatkowym atutem był brzmiący gdzieś w tle dziecięcy chór, który słyszymy na „I Loved You At Your Darkest” i którym niezmiennie się jaram.

Darski jest świadomy potęgi visual marketingu, dlatego już na wstępie goście dostali mini-przewodnik po wystawie w formie książeczki. I w tym miejscu muszą paść dwa nazwiska: Sylwii Makris i Tomka Górnickiego. Ta pierwsza jest autorką niezwykłych fotografii – obrazów, których technikę powstawania najlepiej pewnie objaśni sama autorka, gdyż ja znam się na tego rodzaju sztuce jak Krystyna Pawłowicz na dyplomacji. Moja ignorancja w temacie nie oznacza jednak, że nie doceniam kunsztu i – przede wszystkim dla mnie – klimatu, jaki dają jej dzieła. Niesamowita Melanie Gaydos, która pojawia się w inspirowanych Biblią scenach nie pozostawi obojętnym nikogo, kto tę wystawę obejrzy.

Tomek stworzył z kolei rzeźby, które intrygująco „wybrzmiały” w dość surowym, mrocznym wnętrzu. Nagie ciało „Nieukrzyżowanego” to owoc tego, co w sztuce – każdej – najcenniejsze: wzajemnej inspiracji. Górnicki nie ukrywał, że współpraca z zespołem miała dla niego charakter wielowymiarowy: prywatnie bowiem również ceni muzykę Behemotha.

Na wydarzeniu – ku mojemu zupełnemu nie-zaskoczeniu – nie pojawił się tabun celebrytów. Nie było nawet tych, których o przybycie podejrzewałam: Kuby Wojewódzkiego, Agnieszki Woźniak-Starak i kilku innych znanych person (chyba, że po prostu ich nie zauważyłam). Mignął mi za to Lejb Fogelman, był Dariusz Odija. Miło być jednym z gości w takim gronie!
Krótka przemowa Darskiego, który na wydarzeniu pojawił się wyglądając niczym rasowy mecenas sztuki, podkreślała interdyscyplinarność nowej odsłony Behemotha, bo o takiej trzeba mówić. Nie da się ukryć, że ci Sympatycy Diabła mieli piekielnie dużo szczęścia – premiera ich płyty i seria wystaw zbiegła się z aktualnym hitem kinowym, „Klerem” Wojtka Smarzowskiego, bijącym rekordy frekwencji. „Moda” na tematykę religijną jest więc dobrą falą, na której niesie się wieść o wydarzeniu.

 

Myślę, że czas Behemotha jest właśnie teraz, choć wiem, że wielu fanów ekstremalnej muzyki zespołu się ze mną nie zgadza. „To rockowy krążek na sterydach, a nie propozycja dla ekstremalnego fana” – powiedział mi Zając. Trudno się z tym nie zgodzić, ale to tylko dowód na to, że chłopakom udało się osiągnąć coś, co dzisiaj jest bardzo rzadkie: wyjść poza strefę komfortu bez obciachu i sprzedajności. Bo z jednej strony mamy piwa z etykietką Behemotha i obecność Adama w showbiznesie, z drugiej – to wszystko mieści się w jakościowych granicach, co jest jakże dziś rzadkim zjawiskiem.

Wiecie, co jednak porusza mnie najbardziej w Thou Art Darkest? To, że na Brackiej zobaczyłam wczoraj trochę Berlina, trochę Nowego Jorku i to fajne oblicze Warszawy, a każde z tych miast uwielbiam. Naprawdę sporo „łażę” po warszawskich salonach, bardziej lub mniej „kulturalnych” eventach. I jeśli ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, to przypomnę: Behemoth to naprawdę nasz prawdziwy towar eksportowy.

 

I jeśli „obrazoburczość” wygląda właśnie tak, to ja chcę pełnej profanacji.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here