Slash: „Na świecie jest głód rock’n’rolla”

0

W 90-minutowej rozmowie z magazynem Rolling Stone legendarny Saul Hudson zwierza się z nieustającej walki o życie, jaką toczy w związku ze swoim nałogiem, miłości do gitary i blasków oraz cieni bycia ojcem. Wybrałam dla Was fragmenty tego ekskluzywnego wywiadu.

O KONDYCJI ROCK’N’ROLLA:

 

Jak wygląda komponowanie wielkich rockowych riffów w czasach, kiedy muzyka rockowa została tak mocno wyparta z mainstreamu?

Musisz wynajdywać sobie pomysły na rzeczy, które cię nakręcają, bo dziś nikt już nie tworzy takich brzmień, które nakręcały cię, gdy zaczynałeś. Ba, nikt nawet się do tego nie zbliża. Musisz ciężko pracować, motywować siebie do zapieprzania.

 

Jak czujesz się z tym, że gitara jako narzędzie tworzenia muzyki stała się dużo mniej istotna? Od dawna nie mieliśmy nowego idola w tej materii.

Tak, gitara nie jest już uważana za ważny instrument. Ale to zaczęło się już dawno, za czasów Nowej Fali. Ten cały „pieprzyć Led Zeppelin” stosunek do muzyki. To stało się przez Nową Falę i MTV.
(…) Nigdy nie zatraciłem apetytu na gitarę. Nie jestem częścią dzisiejszego mainstreamu, robię swoje w swoim kąciku. Ale uważam też, że jest zdecydowanie ochota na rock’n’roll. Jest głód ludzi ze środkowym palcem wystawionym przeciwko wszystkim, jest głód punkowego charakteru. W czasach Instagrama, tego, że każdy chce uwagi… to bardzo dziwny świat.

 

Interesujący jest fenomen Grety Van Fleet, prawda? Są Waszym supportem.

Cieszę się, że są. Choć wolałbym, żeby nie brzmieli aż tak bardzo jak Led Zeppelin. Nadal jednak pomysł na czwórkę dzieciaków dających z siebie wszystko na scenie z kilkoma wzmacniaczami i zestawem perkusyjnym w opozycji do tego całego gówna, które się pojawia – to coś naprawdę zdrowego. I inspirującego.

O ALKOHOLIŹMIE I INNYCH DEMONACH:

Swoją wieczną zajętością gwarantujesz sobie zupełny brak wolnego czasu

Tak, do tego produkuję horrory. Ale wiesz, dla mnie to lepsze niż siedzieć i nic nie robić. 

 

Dawniej „nic nie robienie” stanowiło zagrożenie dla twojej trzeźwości. Jak dzisiaj sobie z tym radzisz?

Nie mam z tym dziś żadnego problemu. Dotarłem do momentu w życiu, w którym świetnie sobie z tym poradziłem. Na szczęście nie czułem od lat pociągu do powrotu do nałogu.

 

Jesteś trzeźwy od 2006 roku?

Tak, natomiast wszyscy alkoholicy i pozostali nałogowcy muszą pamiętać o tym, że to czyha za rogiem. Jestem najbardziej narażony na powrót do nałogu, gdy się nudzę.
(…) Od 1986 do 1994 roku nie było chwili, żebym był trzeźwy. Ciekawą rzeczą jest to, że – o czym z resztą rozmawiałem z Axlem – nic w tej trasie nie przypomina mi poprzednich tras. Choć to ci sami ludzie, te same piosenki. Ale to jakby zupełnie nowe doświadczenie.

 

Ale jako alkoholik grałeś bardzo sprawnie.

Byłem dobrze funkcjonującym alkoholikiem – kiedy byłem w trasie, zawsze był alkohol. Wiedziałem, że to „lepsze” niż heroina, po której możesz źle się czuć i być niezdolny do grania. Więc zadowalałem się alkoholem, który jest zupełnie innym demonem. (…) Byliśmy pijani 24 godziny na dobę, ale nie żałuję tych czasów. Było jak było. Oczywiście, że w pewnych sytuacjach mogliśmy postępować inaczej. Ale nie jestem typem człowieka, który narzeka na swoją przeszłość.

O POWROCIE GUNSÓW:

 

Spodziewałeś się, że Coachella będzie takim nowym początkiem dla Gunsów?

Tak naprawdę to miało być tylko kilka koncertów, ale naprawdę tęskniłem za graniem z Axlem i Duffem. Brakowało mi tej kombinacji, więc powstał apetyt na więcej. 

 

No to jak to jest – jesteś znowu w Guns’n’Roses czy grasz z Guns’n’Roses?

To ciekawe pytanie. Odkąd gramy razem tę trasę traktuję siebie bardziej jako członka zespołu niż muzyka, który gra z GnR.

 

A więc technicznie – czy Guns’n’Roses to znowu pełnowartościowy zespół?

Jestem w zespole, jakkolwiek chcesz na to spojrzeć.

 

Axl wspominał, że Ty i Duff pojawicie się na nowej płycie. Prawda?

Cóż, jeśli coś ma się wydarzyć to się wydarzy. I tyle.

 

Opowiedz nam proszę jak wyglądało twoje pierwsze spotkanie z Axlem?

Powiem tak, wiem, że każdy chce mnie dziś o to pytać, ale będąc częścią tego świata nauczyłem się już żeby nie wdawać się w rozmowy na ten temat. W tym momencie najważniejsze jest to, że Guns’n’Roses po prostu JEST i to chyba zdaje się być najważniejsze. (…) Cały fun to dla nas granie, nasi zajebiści fani, a nie rozmawianie z mediami.

O RASIŹMIE:

 

Wspierasz ruch Black Lives Matter?

Uważam, że rasowa niesprawiedliwość jest brzydka i smutna. Utożsamiam się w pełni z tymi, którzy doświadczają rasizmu, jako dziecko znałem jego smak. Gdy widzę, że nadal ludzie muszą się z tym zmagać, to dla mnie kurewsko smutne. Zwłaszcza teraz – mam nadzieję, że ten przykry okres dla Ameryki wkrótce się skończy.

O RELACJI Z DAVIDEM BOWIE:

 

Twoja mama umawiała się z Davidem Bowie, znałeś go. Zdążyłeś się z nim pożegnać?

Nie, widziałem go na rok przed jego śmiercią, chciałem zaprosić go do swojego filmu (horroru). To był ostatni raz, kiedy rozmawialiśmy. Był świetną osobowością, kimś, na kim fajnie się wzorować. Był ikoną i zasługiwał na to miano.

O OJCOSTWIE:

 

W swojej książce Duff zwierza się z ojcowskich doświadczeń. Jakie są twoje?

To dziwna podróż. Nie zostałem stworzony do ojcostwa, stałem się tatą przypadkowo. Mam tu na myśli fakt, że się do niego nie przygotowywałem, nie miałem też aspiracji do bycia ojcem. Dopóki to się nie wydarzyło. To wspaniała rzecz. Zabawne jest, że – gdy dzieci były małe i wydawałem wtedy swoją książkę – mówiono mi, jak zamierzam przyjąć reakcję dzieci na to, co jest w książce opisane? A ja mówiłem wtedy: Przecież one nigdy tego nie przeczytają. Pamiętałem z własnego dzieciństwa, że przecież dzieci nigdy nie interesuje to, co robią ich rodzice. No i cóż, mój najstarszy syn jest teraz perkusistą. Oczywiście przeczytał książkę i często powtarza: „Ale przecież ty mówiłeś, że…” Myślę wtedy, by nie robił tego, co ja, ale nie jestem typem ojca, który będzie mu to mówił. Czułbym się hipokrytą mówiąc mu, co ma robić.

O ZDROWIU:

Nadal masz rozrusznik wszczepiony w klatkę piersiową?

Tak, nadal tam jest, nigdy go nie wyjmowano. Moje serce jest już zdrowe, ale operacja wyjmowania go mogłaby być ryzykowna. Moją motywacją jest przede wszystkim zdolność do grania. Pamiętam, jak musiałem odwołać trasę z ACDC – byłem wtedy bardzo sfrustrowany. Nie chciałbym, żeby to się powtórzyło.

źródło: The Rolling Stone

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here