Poruszający esej Dave’a Grohla: „Nie powiem wam, kiedy będziemy znów śpiewać ramię w ramię”

0

We wtorek w „The Atlantic” ukazał się napisany przez Dave’a Grohla esej, w którym gwiazdor dzieli się z fanami wzruszającymi wspomnieniami dotyczącymi koncertów live. Z uwagi na COVID-19 trudno ocenić, kiedy znów odwołane festiwale wrócą do życia, a muzycy wyruszą w trasy koncertowe. Polecam Wam te kilka zdań od lidera Foo Fighters. Parafrazując klasyka: Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi i tęskni jak Ty, Dave.

Dave Grohl dla „The Atlantic”

Gdzie planowaliście być 4 lipca w tym roku? Na grillu z bliskimi kłócąc się, kto odpali przemycone z Południowej Karoliny fajerwerki? A może w Chesapeake Bay, rywalizując o dodatkową porcję majonezu i popijając piwo? (…)

Doskonale wiem, gdzie ja miałem się znaleźć: Na FedExField z moim zespołem Foo Fighters i w towarzystwie około 80 tysięcy naszych przyjaciół. Mieliśmy celebrować 25. rocznicę wydania naszego debiutanckiego albumu. (…) Cóż, trochę się pozmieniało.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

LONDON…HOLY SH*T!!!!! Thank you! 📸 @rosshalfin @ohalfin

Post udostępniony przez Foo Fighters (@foofighters)

Niestety pandemia koronawirusa ograniczyła kontakt z muzyką na żywo do małych okienek w naszych komputerach, a jakość dźwięku można porównać do zaburzonej transmisji z księżyca Neila Armstronga. (…) Nie zrozumcie mnie źle, radzę sobie jakoś z tą kulinarną monotonią kwarantanny (umiem już w lasagne całkiem nieźle!), mam świadomość, że ci z nas, którzy nie muszą pracować w szpitalach i firmach kurierskich to szczęściarze. Nie zmienia to jednak faktu, że mam apetyt na soczysty kawałek rock’n’rolla, NATYCHMIAST.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

THANKS @lollapaloozase , @perryfarrellofficial and DOCTOR JOHAN! 🤘🇸🇪 #lollastockholm . 📷: @scarlet_bucket

Post udostępniony przez Foo Fighters (@foofighters)

Nie ma niczego lepszego od klimatu koncertu live. To doświadczenie afirmacji życia, a momentu, w którym widzisz na żywo swojego idola nawet nie da się porównać z jednowymiarowym obrazkiem z YouTube. (…)

Jako wieloletni bywalec koncertów na żywo, znam to uczucie nad wyraz dobrze. (…) Nie raz niósł mnie tłum kompletnie obcych ludzi, a ja nurkowałem wśród ich spoconych objęć. Ramię w ramię, śpiewałem z całych sił z ludźmi, których być może nigdy nie zobaczę ponownie.

Gdy zdejmiesz z rockowego koncertu całą pirotechnikę i konfetti, z czym zostaniesz? Może po prostu… z ludźmi? Nigdy nie zapomnę tamtej nocy, kiedy członkowie U2 weszli na scenę MCI Center. Trasa Elevation Tour, 2001 rok, wielka produkcja. Czekałem, aż zgasną światła, bym mógł zatracić się w muzyce. Ku mojemu zaskoczeniu, zespół wszedł na scenę bez żadnych zapowiedzi, przy pełnym oświetleniu i po prostu zaczął grać. Bez tych wszystkich dodatków, LED-owych ekranów, do których przywykliśmy. (…) To była lekcja intymności. Bez tych wszystkich laserów i świateł stroboskopowych miejsce skurczyło się do rozmiarów klubu nocnego. Ten prosty gest uświadomił mi, ze wszyscy jesteśmy po prostu ludźmi. Ludźmi, którzy potrzebują bliskości.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

🇳🇴 THANK YOU NORWAY 🇳🇴 . 📷: @scarlet_bucket

Post udostępniony przez Foo Fighters (@foofighters)


Pewnej nocy przed koncertem w Vancouver menedżer poinformował mnie, że Bruce Springsteen przyszedł nas zobaczyć (to była informacja kompletnie mnie paraliżująca). Zmrożony lękiem zastanawiałem się, jak mam wystąpić przed tą legendą, znaną z wielogodzinnych, epickich koncertów. Cóż, okazało się, że Bruce przyszedł zobaczyć nie nas, a zespół supportujący (…)

Udało nam się jednak porozmawiać i po raz kolejny przekonałem się, że za każdym superbohaterem stoi człowiek. Zrozumiałem też, dlaczego tak wiele osób się z nim identyfikuje: On jest po prostu prawdziwy.

Trzy godziny później siedziałem w garderobie zlany potem, usłyszałem pukanie do drzwi. To był Bruce, chciał się przywitać.Okazało się, że widział nasz koncert i chciał pogratulować nam relacji z widownią. Zapytałem go, skąd oglądał koncert, a on odpowiedział, że stał w tłumie, razem z ludźmi.

Kilka dni później dostałem od Bruce’a list, w którym napisał:

„Gdy patrzysz na swoją publiczność musisz widzieć siebie w tych ludziach, tak jak ci ludzie powinni dostrzec siebie w tobie”.

 

Widzę was. Widzę was przypartych do frontowych bramek, widzę was nurkujących w spoconych objęciach tłumu podczas koncertu. Widzę loga zrobione przez was odręcznie, widzę wasze koszulki. Słyszę wasz śmiech i widzę wasze łzy. Widziałem też, jak ziewacie i widziałem, jak pijani osuwaliście się ze swoich siedzeń. Widziałem was w huraganach i upałach, w temperaturach minusowych. (…)

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

FOOS ❤️ DENVER!!!! 📷: Michael Martin

Post udostępniony przez Foo Fighters (@foofighters)

W dzisiejszym świecie pełnym lęku i dystansowania się od siebie trudno wyobrazić sobie, że znów wrócimy do tych momentów. Nie powiem wam, kiedy będzie możliwym śpiewanie wspólnie ramię w ramię z całych sił. Ale wiem, że to się znowu wydarzy. Zrobimy to znów, bo po prostu musimy. I nie jest to kwestia wyboru. Jesteśmy ludźmi. Potrzebujemy chwil, które utwierdzają nas w poczuciu, że nie jesteśmy sami. Że jesteśmy zrozumiani, niedoskonali. (…)

 

Z ludźmi, którzy przychodzą na nasze koncerty dzieliłem moją muzykę, słowa, całe życie. A oni dzielili się ze mną swoimi głosami. Bez tej publiczności – spoconej, wrzeszczącej publiczności – moje piosenki byłyby tylko dźwiękiem.

za: theatlantic.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here