„Pachnidło” Netflixa: Najmroczniejsza historia o miłości, jaką kiedykolwiek widzieliście

0

Nie wiem jak to się dzieje, że przed erą Netflixa na naprawdę dobrą produkcję czekało się miesiącami, albo i nawet latami, a Netflix potrafi zrobić kilka dobrych rzeczy w jeden rok. „Parfum”, czyli w naszej wersji jezykowej „pachnidło” stanowi tego dowód, a dodatkowo uświadamia mi, że jestem fanką niemieckich seriali.

Ludzie potrzebują miłości jak powietrza

O tym, że serial stanowi nawiązanie do powieści Patricka Suskinda oraz filmu sprzed kilkunastu lat pewnie już czytaliście lub się domyślacie. Przejrzawszy międzynarodowe recenzje tej produkcji widzę, że autorzy poświęcają czas głównie tłumaczeniu fabuły, ja chciałam skupić się na meta-przesłaniu tego niesamowitego obrazu.

 

Jest coś, co łączy wszystkich bohaterów i tutaj ukłon w stronę autorki scenariusza, która sprawnie połączyła historie wszystkich postaci. W tym serialu każdy cierpi na brak miłości – od głównych bohaterów, poprzez postaci drugoplanowe, po prostytutki i samotną, zdziwaczałą właścicielkę psów. Wszyscy są również powiązani i tak naprawdę każda z postaci nosi w sobie „winę”. Z biegiem odcinków widz zastanawia się jednak, czy owa „wina” na pewno powinna być rozliczana. Czy agresywny właściciel burdelu jest winny swojemu postępowaniu, skoro w dzieciństwie molestowała go najbliższa mu osoba? Czy nastoletnia Elena zamordowała z zimną krwią, skoro tak naprawdę po prostu szukała matczynej miłości? Dlaczego prostytutka Perla ma być uznana złą matką, skoro sama nigdy nie zaznawszy miłości i borykając się z ekstremalnie trudnym życiem zdecydowała się urodzić córkę?

Tych pytań z każdym odcinkiem przybywa, a postaci tragicznych jest tutaj co najmniej kilka.

Kto zabił?

Oczywiście, jak w każdej dobrej kryminalnej fabule, tu również pojawia się to pytanie. Finał pierwszego sezonu zaskakuje jednak nie tylko rozwiązaniem akcji i zgrabnym zarysowaniem kolejnych części serii, ale także filozoficznym wymiarem tej kwestii. Czy morderca jest jeden? I czy jest nim na pewno osoba, która trzymała w ręku nóż?
Serial zaczyna się od śmierci K, bohaterki, która staje się uosobieniem szaleństwa, wcieleniem pożądania, klasyczną wręcz femme fatale. Dość szybko widz zdaje sobie sprawę, że „chemiczna” obsesja na jej punkcie odmienia losy głównych bohaterów akcji. K pojawia się nawet w życiu tych, którzy nigdy nie poznali jej osobiście, głównie dzięki swojemu zniewalającemu zapachowi. Scena ze stanikiem, który profilerka Nadja każe wąchać grupie mężczyzn uświadamia śledczej, że ona też może posiąść tę diabelską moc zapachu…

Seks, który zachwyca i obrzydza

Miłość, o której pisałam powyżej, choć oplata całość obrazu, tak naprawdę zdefiniowana zostaje przez jedną z bohaterek w końcowej scenie, której nie będę Wam zdradzać. Jednym z jej odcieni jest wszechobecny seks, którego w życiu Nadji, Joachima, Eleny, Romana, Moritza, Daniela i Thomasa nie brakuje od początku. Seks w „Pachnidle” jest zazwyczaj brutalny, okraszony przemocą i „na granicy”. Ta granica jednak zależy od poszczególnych bohaterów, bowiem to oni wyznaczają ją i wbrew pozorom sterują nawet najbrutalniejszym wymiarem fizycznej… miłości?

Sztuka umiaru

Twórcy „Pachnidła” w wersji niemieckiej zadbali o elementy tworzące całość, coraz bardziej doceniane również przez amatorskich recenzentów sztuki filmowej (w tym i mnie). Uwagę zwraca muzyka, doskonała proporcja retrospektyw do bieżącego wątku fabuły (z tym pierwszym twórcy seriali często przesadzają, powodując przesadne rozwleczenie akcji), a także zdjęcia, za którymi stoi Polak, Jakub Bejnarowicz.

 

„Pachnidło” Netflixa pokazuje, jak można podjąć historię brutalnego morderstwa i społecznych patologii bez epatowania nadmiarem wulgaryzmów, ścielącego się trupa w każdej scenie i ginekologicznymi ujęciami. Liczę tylko, że na drugi sezon nie będzie trzeba czekać tak długo jak na kontynuację „Dark” – innego niemieckiego serialu Netlixa, który – choć zachwycił mnie pierwszym sezonem pod koniec ubiegłego roku – nadal nie doczekał się kontynuacji.

 

Jestem pod ogromnym wrażeniem produkcji, która nie tyle odtwarza kultową już książkę czy film co podejmuje bliski mi na co dzień w muzyce temat: zaciera granice między dobrem a złem i zadaje pytania. Mnóstwo pytań.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here