Slash „żyje marzeniem” i nie robi sobie przerwy. Słyszałam już nowy album!

2

Niewielu jest artystów, którzy mogą pozwolić sobie na powtarzalność. Najmodniejsze ostatnio w świecie muzyki słowo to „eksperymentalny” i zdaje się, że wszystko musi dzisiaj „szukać nowych ścieżek” i być „interdyscyplinarne”. Na szczęście Slash nie musi. W żadnej z konfiguracji.

„Living the dream” to trzecia płyta w dorobku Slash featuring Myles Kennedy and The Conspirators – tworu, który na szczęście powstał, gdy powrót Guns’N’Roses był tylko marzeniem fanów. W kwestii spełniania marzeń Slash zdaje się być naprawdę skuteczny, bo każdy jego muzyczny projekt – od Gunsów poprzez Velvet Revolver, Slash’s Snakepit i skończywszy na działalności z Kennedym – to satysfakcjonujący kawał rock’n’rolla. Slash znany jest również z umiejętnego doboru frontmanów i tą umiejętnością wygrywa z większością klasycznie rockowych bandów na rynku.

„Living the dream” już za moment ujrzy światło dzienne i z czystym sumieniem mogę Wam polecić ten album. Zaznaczam jednak – jest przewidywalnie i konsekwentnie, więc jeśli liczycie na „nowe otwarcie” w karierze Slasha, to – jak zwykle – poczujecie się zawiedzeni.

Wśród 12 nowych piosenek (lista poniżej) oczywiście nie mogło zabraknąć ballad. Slash, Myles i spółka potrafią robić rockowe „pościelówy” w dobrym stylu, więc ci z Was, którzy cenią sobie takie numery, będą zadowoleni z „The One You Loved Is Gone”.

Przejdę jednak do tego, co tygryski lubią najbardziej, czyli rockowe uderzenie. Tutaj – zarówno jeśli chodzi o riffy jak i kompozycje jako takie – jest klasycznie do bólu. Drugi na płycie „Serve You Right” z bluesowym zacięciem można uznać za „wzorcowy” utwór Slash featuring Myles Kennedy and The Conspirators i tak też mniej więcej brzmi cała płyta.

Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu „Read Between The Lines”, najmocniej „slashowy” numer na płycie i potencjalny hit. Pozostanie wiernym klasycznemu graniu to coś, za co szanuję ten zespół, a co wcale nie gwarantuje sukcesu. Choć jeśli ma się w ekipie Slasha, chyba nie trzeba się martwić o zmonetyzowanie wysiłku włożonego w pracę nad albumem…

 

W podobnym klimacie co „Read Between The Lines” utrzymany jest z resztą „Sugar Cane”. Słuchając tego numeru nabieram ochoty na wytatuowanie sobie kolejnej nagiej laski na ciele, z resztą uważam, że Slash powinien kiedyś dostać specjalne odznaczenie za promowanie piękna kobiecego ciała za pomocą swojej twórczości 😉

Lista utworów:

1. The Call of the Wild
2. Serve You Right
3. My Antidote
4. Mind Your Manners
5. Lost Inside the Girl
6. Read Between the Lines
7. Slow Grind
8. The One You Loved Is Gone
9. Driving Rain
10. Sugar Cane
11. The Great Pretender
12. Boulevard of Broken Hearts

 

2 KOMENTARZE

  1. Super post Sandra ! Aż chce sie słuchać od razu Slasha. Uwielbiam klimaty Guns’n’Roses wiec mam do Slasha sentyment ale bez twojego wpisu nie sięgnęłabym spontanicznie po płytę. A tak… A jak poszło z wywiadem ? Trzymałam mocno kciuki ! ????????????

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here