Lista rzeczy, które irytują dziennikarza show-biznesowego (a przynajmniej mnie)

0

Ponieważ do wydania mojej książki jeszcze daleko i przy natłoku obowiązków, które mam aktualnie, wydam ją najprędzej za 30 lat, uznałam, że pewne tematy zwlekać nie mogą. A ja muszę, bo jak ten klasyk – się uduszę. Przedstawiam Wam listę rzeczy, które irytują mnie w codziennej mojej pracy, bo umówmy się, każdy ma w swojej pracy coś irytującego.

1. „A czy to prawda, że ta X…”

Ok, wiem, że dla ludzi spoza świata show-biznesu oczywistym może się wydawać, że o osobach znanych wiemy wszystko. Ba, tak też często nas się przedstawia. Może Was zaskoczę, ale wcale tak nie jest. Działa tu prosta zasada: Jeśli nie budzę się codziennie w łóżku X, to nie mogę wiedzieć, z kim spała. Wydaje się dosyć oczywiste, prawda? Dlatego za każdym razem, kiedy ktoś pyta mnie „jaka jest ta gwiazda”, mam ochotę odpowiedzieć: O to samo mogę zapytać Ciebie. Pamiętajcie też, że wiele z nich stara się być dla nas miłymi w czasem wręcz przerysowany sposób, co może zniekształcić rzeczywisty obraz danej osoby. Wiąże się to z resztą z punktem drugim, czyli…

2. „A co u ciebie słychać, kochana?”

Small talk generalnie w naszej pracy jest ważny. Bywa wręcz kluczowy. Są jednak takie przypadki, w których gęsia skórka żenady gęstnieje, a w głowie zapala się już nie czerwona lampka, a cały alarm. Lubię konkret, a ostatnio zaczęłam też doceniać proste przekazy i jasne komunikaty, dlatego jeśli w środę o 14, w samym środku korporacyjnego młyna dzwonisz do mnie w biznesowej sprawie, to nie zaczynajmy proszę od nieszczerej kurtuazji, bo nikt nie ma na to czasu. Zwłaszcza, jeśli tydzień temu udawałeś/aś, że mnie nie widzisz, albo nie odbierałaś/łeś telefonu, gdy ja miałam biznes do Ciebie.

3. Teorie spiskowe świata oraz „o ważnych rzeczach byście mówili, a nie”/ „ja to nie czytam, ale…”

Możecie wierzyć lub nie, ale mimo że nie wybrałam sobie jako zawodowej specjalizacji polityki (choć z wykształcenia jestem politologiem), to coraz częściej słyszę takie mniej więcej kwiatki:

Tego koronawirusa to ruskie wymyślili! Piszcie o tym, a nie o celebrytach/ Ileż można o tej Rozenek? Ludzie pracę tracą, a wy o pierdołach

Bez względu na to, czy koronawirusa przywlekli kosmici, czy Ty uważasz, że jest zmyślony, a Twój sąsiad, że to propaganda specnazu, czy jesteś szczepionkowcem, antyszczepionkowcem, czy szczypiornistą – nie biorę na siebie roli wyprowadzania Ciebie z błędu. Zajmuję się głównie światem rozrywki i tym, co wokół niego. Czasem mówię o rzeczach poważnych, czasem o błahych. Czasem o kulturze i sztuce, a czasem o rzęsach Małgorzaty Rozenek. (Małgosiu  – przepraszam, że tak się bezczelnie posługuję Tobą jako przykładem). Gdybym miała poczucie, że moja wiedza na temat pandemii koronawirusa czy zaplecza PiS-u może być przydatna dla świata, z pewnością bym się nią podzieliła. Ale tak nie jest. Zatem – skoro moja praca jest dla Ciebie bez wartości, nie da się ze mną powymieniać refleksji odnośnie spiskowych teorii, a media mają misję, której ja nie wypełniam – CZMYCHAJ CZYM PRĘDZEJ. Jestem przekonana, ba, wiem o tym, że towarzystwa do rozmowy i kont do followania na Instagramie Ci nie zabraknie… Pamiętaj też, że #twójklikmamoc i jeśli przestaniesz NAPRAWDĘ interesować się danym celebrytą, którego kariera tak bardzo Cię irytuje (a nie tylko mówić to na głos, bo aktualnie tak jest modnie), to zwiększasz szanse, że ta osoba zniknie z mediów. Simple as that.

4. „Siedzenie przy komputerze to nie praca”

Tu nawet nie będę się rozpisywać, bo jedyne co mi pozostaje to klasyczny eye roll. Jeśli jesteś leniem, to obijać się będziesz w biurze tak samo jak w domu i choćbyś zrobił 10 okrążeń wokół Mordoru, a na Insta regularnie publikował #wbiegu,  nadal nie da Ci to plus dychy do efektywności w pracy. Punkt 4 ładnie się nam łączy z 5, czyli

5. „Takie są procedury”

No i tutaj na chwilę „stop” Bo jeśli wydaje Wam się, że dziennikarz show-biznesowy żyje jak artysta, nie wie, co to korpo real life i czas spędza głównie na pogaduchach z gwiazdami, to nic bardziej mylnego. Owszem, w zamierzchłych czasach, gdy ludzie wychodzili z domów i spotykali się ze sobą, „bywanie” było częścią naszej pracy. Generalnie jednak my również działamy w określonym systemie. I czasem, tak jak Was, i nas irytują jego szpony. A mnie irytują przeokrutnie, bo – powtórzę to jeszcze raz – jestem za prostymi rozwiązaniami. Kolejne tabelki, excele i słupki nie tylko wpędzają mnie w poczucie winy, że na matmie i informatyce można było jednak trochę bardziej uważać, ale też przypominają, że żaden inny gatunek na tej planecie tak nie komplikuje sobie życia.

Nie mam pewności, czy 5 minut, które poświęciliście na lekturę tego tekstu były najlepiej spędzonymi tego dnia, ale jeśli dobrnęliście tutaj to może jeszcze Was namówię na klik o tutaj, żeby dla równowagi było o czymś ważnym.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here