G*wno na śniadanie. Wiesz, jakie skutki może mieć upośledzony gust narodu?

0

Tym razem krótko, potraktuję Was według modnej zasady: „gadaj tylko tyle, żeby przytrzymać przy sobie widza i użyj chwytliwego tytułu, żeby się kliknęło”, ale powiedzmy, że to zamysł artystyczny i ten zabieg jest dzisiaj zamierzony.

Z gigantyczną dozą zniesmaczenia obserwuję, jak śniadaniówki, obiadówki, kolacjówki i dziwne festiwale z pełną premedytacją serwują ludziom gówno. Z premedytacją, bo trudno mi uwierzyć, że kiedy kilka lat temu ktoś, kto wpuścił na antenę DDTVN rozebraną panią udającą, że gra na gitarze, wierzył w jakąkolwiek poza „contentem beki” wartość. Ale „beka” kończy się, kiedy muzycy, ci prawdziwi, nie mogą żyć ze swojego talentu i ciężkiej pracy, ba, kiedy nawet zabiera im się szansę pokazywania ludziom, czym jest muzyka, edukowania ich, dawania im radości z żywego grania. Zabiera, bo w miejsce muzyki producenci telewizyjni wkleili papkę, która ma dawać gawiedzi tani ubaw. Jak kiedyś w cyrku, kiedy poszukiwano ludzi z trzema rękami albo cierpiącej na hirsutyzm kobiety – zamykano w klatce taki „egzemplarz”, a odbiorcy mogli do woli czerpać z tej ubogiej rozrywki.

Nie chcę tracić Waszego i swojego czasu na wywód na temat tego, jak dużo złego jest w polskiej muzyce i jak wielu ludziom powinno się dać w pysk za to, że nazywają siebie producentami muzycznymi, realizatorami dźwięku etc. Ale musicie wiedzieć, choć liczę, że po prostu o tym pamiętacie: kultura od zawsze była składową wartości narodu. Zdaje się, że zapomnieliśmy o tym, jak ważna jest w budowaniu poczucia tożsamości, wrażliwości, estetyki. Jesteś tym, co jesz, jesteś tym, czego słuchasz. 

Muzyka musi trafiać do duszy, a dusza, moi mili, jest jak worek. I możecie być pewni, że jak do worka włożycie gówno, to magia się nie zadzieje – nie wysypią się z niego diamenty. I możecie być pewni również tego, że taka przesiąknięta gównem dusza kieruje ciałem i umysłem, a ten umysł idzie później na wybory, siada przed komputerem i komentuje w sieci, pracuje w ważnych instytucjach państwowych. Ten przesiąknięty gównem umysł edukuje później Wasze dzieci, trafia pod Wasze strzechy.

 

Zdaję sobie sprawę, że dzisiejszy post przeczyta pewnie kilkaset osób, wiem, że jest wołaniem na puszczy. Ale -parafrazując klasyka – muszę, bo (gównem) się uduszę.

Miarka, moja osobista, przebrała się dzisiaj o godzinie 10:50, kiedy w jednej ze stacji telewizyjnych pokazano poranny występ Mandaryny. Tu nawet nie chodzi o wartość muzyczną – jej po prostu nie ma, więc nie ma się i nad czym rozwodzić. Ale wygibasy pozbawionej talentu kobiety, która przy pełnym playbacku nadal udaje, że śpiewa (dwa mikrofony na raz), to traktowanie widza jak skończonego idioty. To, że coś takiego dostaje czas antenowy jest przejawem gigantycznego braku poczucia odpowiedzialności ze strony decydentów. Ta gra jest chora, a stawką nie jest już tylko muzyka jako taka.

 

Wychowujecie ludzi na idiotów. Dalej od „misji” być już nie można.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here