„Fear Inoculum” – darmowa dawka psylocybiny po 13 latach abstynencji

0
Tool to trudny zespół, ale oparty jest na tym, co lubię najbardziej – własnej, zmyślonej ideologii będącej bazą dla wszelkich działań artystycznych jego członków.

 

Grzechem byłoby recenzować utwór Toola po jednym przesłuchaniu, więc musiałam dać sobie na to dzień, choć jak wiadomo to i tak żenująco mało na wyłapanie wszystkich smaczków czekających na nas w tej muzycznej przygodzie. Potrzeba bycia na bieżąco jednak zwyciężyła i na świeżo prezentuję Wam moje przemyślenia dotyczące „Fear Inoculum”.

Coś więcej niż dźwięki

O fanach Toola mówi się jako o kaście, która sama siebie uważa za wyjątkową. I słusznie, bo trzeba mieć wyjątkową wrażliwość, by tę muzykę zrozumieć. To nie są „piosenki do pochrupania”. Koneserzy muzyki, bez względu na gatunek, w obrębie którego najczęściej się poruszają, po prostu muszą docenić kunszt muzyków i wielowymiarowość ich sztuki.
Wiadomo już, że na nowej płycie, na którą fani czekali 13 (!) lat, usłyszymy 7 utworów, a łączny czas trwania materiału to około 80 minut. Prosta matematyka wskazuje, że nie należy spodziewać się radiowych, 3 i pół minutowych kawałków. 7 sierpnia dostaliśmy to, na co grubo ponad dekadę czekaliśmy i …

Lot na trzeźwo

… i już „gdzieś to słyszałam”, bo „Fear Inoculum” to wnuk „10, 000 days” – ostatniej płyty zespołu, której – jak zresztą wszystkich pozostałych – możecie posłuchać od kilku dni w serwisach streamingowych, bo Tool w końcu zdecydował się udostępnić tam swoją muzykę. Zwiastun nowego albumu zespołu nie wydaje mi się jednak być jego „pigułką”, najmocniejszym ogniwem. Nie jest to zresztą w stylu Toola, by wybebeszać się przed oficjalną premierą nowego wydawnictwa. „Fear Inoculum” jest jednak wystarczająco „toolowy”, by nie martwić się o to, że muzycy oszaleli i odeszli od wypracowanego przez siebie, jedynego w swoim rodzaju brzmienia.

 

„Fear Inoculum” trwa ponad 10 minut i na ten czas polecam zagłębić się w tę przygodę. Wspomagacze nie są potrzebne – obrazy same wyłaniają się z dźwięków i nie trzeba bardzo się starać, żeby je zobaczyć. Nowe dzieło muzyków wprowadza w stan hipnozy dobrze znany fanom zespołu. Odstawcie narkotyki, naprawdę nie będą potrzebne.

Triumf intelektu

Maynardowi i spółce często zarzuca się arogancję. Zespół nigdy nie uginał się pod ciężarem czyichkolwiek oczekiwań, czy to w kwestii występów live (Tool nie bisuje i nie wchodzi w nadmierną interakcję z fanami), czy w czysto biznesowych aspektach  – 13 lat czekania na album to dla każdej wytwórni – zwłaszcza dziś – niewyobrażalny okres czasu.  Wrócili kiedy chcieli i zrobili to na własnych zasadach. Zasadach bliskich sobie i ich fanom, bo zdaje się, że każdy kolejny odsłuch tego utworu odkrywa nowe, swojskie a jednocześnie nieznane terytoria. Matematyczna sekcja rytmiczna, kolejne warstwy gitary Jonesa i mantryczny Keenan to coś, na co czekaliście. Smacznego.
Posłuchaj utworu tutaj
30 sierpnia ukaże się nowy album Tool’a nakładem Sony Music.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here