Eurowizja: Przeinwestowany festyn, w którym o muzykę chodzi najmniej

0

 

Co roku tak samo narzekam na tę imprezę i co roku tak samo daję jej szansę. Zawsze wierzę, że w morzu tandety można znaleźć coś wartościowego. Tak było faktycznie tym razem – islandzka propozycja to coś, czemu warto się przyjrzeć. Nie wiem jeszcze na ile to „kontrowersyjny twór” powstały na potrzeby konkursu czy sensowni artyści, bo nie przyjrzałam się jeszcze Hatari, ale show BDSM w stylu screamo/rave zwróciło moją uwagę. Dysproporcja między „czymś wartościowym” a kłującym w oczy i uszy kiczem jest jednak tak duża, że nie mogę się nadziwić, dlaczego to wydarzenie robi aż takie zamieszanie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

?? WOWWW! What a show from @katemillerheidke! We can confirm she is now safely back on solid ground! #DareToDream #Eurovision #AUS

Post udostępniony przez Eurovision Song Contest (@eurovision)

 

Zacznijmy od tego, że muzyka nie podlega konkursom. W muzyce nie chodzi o sport, o zajmowanie podium, o rywalizację między państwami. Doskonale rozumiem, że Eurowizja (swoją drogą, jaka to jest brzydka nazwa! Jak jakiejś firmy produkującej telewizory w latach 80.) to po prostu kolejna odmiana olimpiady – ludzie potrzebują igrzysk – wiadomo. Ale nawet przy takim założeniu nie wolno zapominać o jakości.

Daruję sobie wynurzenia na temat poziomu kompozycji, nudnych i wtórnych, których trzy czwarte odejdą w zapomnienie mimo usilnych starań twórców i wykonawców o nadanie im patetycznego i pompatycznego wymiaru. Pomijam… choć nie, chwila, tego nie mogę pominąć. Poświęćmy chwilę tej wizualnej otoczce Eurowizji, która każdego roku przyprawia mnie o tzw. ciarki żenady.

Ile kasy poszło na te wszystkie fajerwerki? Ilu ludzi zaangażowano w przygotowanie cyrku, który jak kiepski makijaż przykrywający nieudolnie niedoskonałości cery nie ratuje niczego, a tylko robi gorszą robotę? Dlaczego ci nieszczęśnicy nie mogą po prostu wyjść na scenę z instrumentami i zagrać za to wszyscy bawią się w Beyonce na Coachelli, a wychodzi podrasowana Gosia Andrzejewicz?

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

?? Fireworks, leather, and an iron mallet – it can only be @hatari_official! #DareToDream #Eurovision #ISL

Post udostępniony przez Eurovision Song Contest (@eurovision)

Nie ma niczego piękniejszego w muzyce niż… muzyka. To naprawdę jest takie proste. Więc jeśli coś ma być „muzycznym konkursem”, telewizyjnym festiwalem muzycznym, ogromną platformą promocji artystów – muzyków, to niech pokazuje muzykę! Tymczasem na pierwszy plan wysuwa się latające na szczudłach wróżki, kozaki po ci*ę w różnych wersjach i infantylne wizualizacje takie jak podczas występu reprezentanta Estonii.

Głównym problemem Eurowizji jest jednak brak osobowości scenicznych. Pani z Macedonii w sukni jak na wesele znienawidzonej sąsiadki mimo talentu wokalnego nie ma mi nic do zaoferowania. A szkoda, bo jestem w tym coraz mniej licznym gronie ludzi na świecie, których wystarczy minimalnie zainteresować sobą muzycznie, żebym już pędziła do iTunesa, a może i nawet po płytę.

Bujająca się na szczudłach dziewczyna z Australii mogłaby być atrakcyjną rozrywką dla dzieci w Disneylandzie, ale czy dorośli naprawdę lubią oglądać takie rzeczy? Po co to wszystko?

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

All aboard? Good! Because now it’s time to #DareToDream

Post udostępniony przez Eurovision Song Contest (@eurovision)

Ubolewam nad tym, że gdyby siły włożone w Eurowizję zainwestować w prawdziwie muzyczną imprezę, mielibyśmy wspaniały, międzynarodowy festiwal, kilkugodzinne show zapierające dech w piersiach. Nie brakuje przecież ani w Polsce ani w Europie rewelacyjnych muzycznych propozycji, które jednocześnie mają potencjał tak bardzo pożądanych „hitów”. Nie musimy karmić się tandetą, a skoro już tak bardzo chcemy robić z muzyki igrzyska, to niech zawodnicy startują w nich po coś więcej niż sławę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here